Miraculum: Biedronka i Czarny Kot

Tematyka dzisiejszego wpisu będzie niestety znana tylko tym, którzy mają dzieci. W dodatku małe :o) Dla tych, którzy tematu nie znają, może to być kolejna ciekawostka z ukochanego przeze mnie miasta… Paryża oczywiście :o)

Moje córki, a w szczególności jedna z nich jest wierną fanką bajki o Superbiedronce i jej towarzyszu Czarnym Kocie. Jest to serial animowany produkcji japońsko-francusko-koreańskiej.  Cała akcja bajki toczy się w Paryżu. Tam, na pozór zwyczajna dziewczynka o imieniu Marinette, która mieszka ze swoimi rodzicami nad ich piekarnią,  zamienia się w superbohaterkę Biedronkę, aby walczyć ze złem u boku swojego przyjaciela Czarnego Kota. To bardzo ładna bajka o przyjaźni, odpowiedzialności i walce dobra ze złem. Dzieci ją uwielbiają…

Jak już wspomniałam, akcja bajki toczy się w Paryżu. Gdy przygotowywałam plan naszej wycieczki, przyszła do mnie moja córka, przejrzała notatki i spytała: „mamo, a którego dnia pojedziemy do piekarni Marinette?”   Nie uwierzycie, jak wielkie oczy zrobiłam! Moja córka nie jest już tak małą dziewczynką, żeby nie odróżniać rzeczywistości od fikcji. Gdy pierwszy szok minął, zaczęłam tłumaczyć, że to jest przecież serial animowany, czyli kreskówka i tego na prawdę nie ma!!! Ona na to, zrobiła jeszcze większe oczy i usłyszałam, że Ona przecież wie, że to nie jest prawdziwe, ale to co innego. Uparła się, że zabytkowa piekarnia nad którą mieszka Marinette z rodzicami istnieje na prawdę. Nie dała za wygraną, więc zaczęłam szperać. Okazało się, że rzeczywiście. Budynek w bajce był inspirowany autentyczną paryską piekarnią! Ulica się oczywiście nie zgadza, jednak budynek jest uwierzcie mi… identyczny :o)

Tak więc odwiedziny w domu rodzinnym Marinette stały się obowiązkowym punktem naszej wycieczki… zaraz po „przytulasie” z Myszką Minnie :o)

 

Jeśli kiedyś oglądaliście tę bajkę, wiecie, że to to samo miejsce. Kropka w kropkę!!!

  

Popędziłyśmy więc do piekarni po bagietki (były oczywiście przepyszne). Gdy podziwiałyśmy zabytkowe sztukaterie na suficie i kafle z rogalikami na ścianach zapytałam, czy mogę zrobić zdjęcie? Pani lekko się zdziwiła, ale gdy powiedziałam, że córka jest fanką Marinette, od razu się uśmiechnęła i powiedziała, że nie ma żadnego problemu :o)

Moje dziecko było przeszczęśliwe po raz kolejny (zaraz po przytulasie z Myszką Minnie :o)

Tak więc podróże na prawdę kształcą…  poznałam kolejny paryski sekret, a mina dziecka… bezcenna!!!!

Miłego wieczoru :o)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *